Samuele Papi – Człowiek spełniony
06/06/2008 13:48:28

Samuele Papi, w maju skończył 35 lat, jak sam mówi, jego czas w roli siatkarza dobiega końca. Olimpijczyk z Atlanty, Sydney i Aten, 315 razy grał w barwach reprezentacji Włoch. Ambitny do bólu, ciężko godzi się z porażkami. Czterokrotny mistrz Europy, dwukrotny mistrz świata. Pomimo dość niskiego wzrostu – ma zaledwie 190 centymetrów - uważany był przez fachowców za jednego z najlepszych siatkarzy lat dziewięćdziesiątych. Był filarem reprezentacji Italii, bez którego obecności ważne imprezy zwyczajnie nie mogły się udać. W 1997 roku jego kariera zawisła na włosku. Bóle lewego kolana zakończyły się operacją i długą wymuszoną przerwą od gry. Na szczęście samozaparcie i ogromna chęć powrotu na boisko przezwyciężyły kłopoty zdrowotne, Samuele wyleczył się, rok później został mistrzem świata i rozpoczął swoją długą przygodę z Sisleyem Treviso, z którym jest związany do dnia dzisiejszego. Po finale Ligi Mistrzów w Łodzi nie krył rozgoryczenia – jego Sisley Treviso nie zajął nawet trzeciego miejsca, chociaż do Polski przyjechał po Puchar Europy.
Minionego sezonu w Lidze Mistrzów nie możesz uznać za udany?
- Mało tego, sezon nie udał nam się zarówno na europejskich parkietach, jak i w rodzimej lidze. Najbardziej denerwujące jest to, że gramy źle. Nie ma usprawiedliwienia dla sytuacji, kiedy nie wykorzystuje się dogodnych okazji „podanych na talerzu”, a takich w tym roku nie brakowało. Nie jesteśmy beniaminkiem, wielokrotnie wychodziliśmy z większych opresji, w tym sezonie nic nie działało. Jakby maszyna się przegrzała ... Za dużo energii i nerwów marnowaliśmy na odrabianie strat, to się przekładało na wyniki. Być może „tłuste lata” trochę nas rozpieściły, ale coś trzeba z tym zrobić. W sporcie dewiza jest jedna, jeśli chce się coś osiągnąć trzeba grać lepiej od innych.
Powstała we Włoszech Twoja biografia napisana przez Adelio Pistelliego, który nazwał cię fenomenem, obok Andrei Gianiego, Lorenzo Bernardiego i jeszcze kilku wielkich, którzy już zakończyli swoje kariery. Dlaczego dziś brakuje Waszych następców, brak tak silnych osobowości, jakimi Wy byliście przez lata?
- Nam było łatwiej wypłynąć. Mieliśmy we Włoszech najsilniejszą ligę świata, która uczyła młodych jak dobrze grać w siatkówkę. Nie było zawodników z zagranicy, którzy obecnie często przewyższają włoską młodzież umiejętnościami, doświadczeniem i sukcesami. My mieliśmy miejsce i warunki żeby się wykazać, cały świat na nas patrzył. Teraz nie ułatwia się życia młodym zawodnikom na starcie ich kariery, kluby najbardziej dbają o to, żeby jak najlepiej sprzedać chłopaka i zarobić na nim pieniądze. Niczym nie różni się to od handlu. Często taki zawodnik, który ma dobre rokowania na przyszłość po prostu przestaje grać i jego rozwój się hamuje. Środowisko – także we Włoszech - woli kupić kilku znanych siatkarzy, którzy przyciągną tłumy, niż inwestować w niepewną młodzież. Myślę, że ja, Andrea czy Lorenzo graliśmy w odpowiednim czasie, kto wie, czy osiągnęlibyśmy tyle, gdyby na dziś przypadał nasz debiut. Dlatego nieunikniona jest zmiana przepisów, żeby pomóc włoskiej siatkówce, która od kilku lat przechodzi ciężkie chwile. Mówię w swoim imieniu, ale z myślą o przyszłości reprezentacji mojego kraju. Według mnie, nie ma we Włoszech mniej utalentowanych zawodników niż dziesięć lat temu, tylko trzeba pomóc im rozwinąć skrzydła.
A jak jest z szacunkiem i respektem w stosunku do starszych, czy młodzież widząc w Was gwiazdy, stara się Was naśladować?
- Z tym raczej nie ma problemu. Młodzież z pewnością ma respekt dla starszych kolegów, zmieniła się jedynie ich mentalność. Bardziej zależy im żeby szybciej stać się sławnym, popularnym, trafić do lepszego klubu i zarobić szybko duże pieniądze. Nie jest temu winne środowisko siatkarskie, po prostu takie czasy nadeszły, młodzi stali się materialistami w większym stopniu niż to było, gdy ja zaczynałem grać w siatkówkę. Włosi do niedawna nie chcieli opuszczać rodzimej ligi. Obecnie coraz więcej z nich wyjeżdża grać za granicę, ja nie twierdzę, że to źle, jest po prostu inaczej.
Zakończyłeś karierę w reprezentacji Italii po mistrzostwach świata w Japonii w 2006 roku, nie kusiła cię potem myśl powrotu?
- Nigdy. Poświęciłem kadrze wiele lat i zdrowia, zdobyłem kilka medali, przeżyłem wspaniałe chwile, których nigdy nie zapomnę. Jednak przychodzi w życiu każdego sportowca taki dzień, kiedy trzeba powiedzieć sobie „stop”. Osobiście jestem przeciwny tym, którzy wracają, bo zbliżają się igrzyska olimpijskie. To impreza najważniejsza w życiu każdego kto poświęcił się dla wybranej dyscypliny, jednak powinni w niej brać udział młodzi, zdrowi i pełni zapału sportowcy ... Ja miałem taką szansę aż trzy razy, teraz przyszła pora na innych. Po mistrzostwach świata potrzebowałem trochę czasu na odpoczynek, mój organizm odmawiał posłuszeństwa, bałem się, że może skończyć się to poważną kontuzją. Zdecydowałem się pożegnać z kadrą.
Ostatnie wielkie imprezy jak mistrzostwa świata i Europy nie wyszły reprezentacji Włoch.
- Poziom gry w siatkówkę stale rośnie, zaszły w drużynie spore zmiany. Trzeba teraz gonić świat, żeby za bardzo nie uciekł. Taką okazją są igrzyska olimpijskie. Wierzę, że Włosi zakwalifikują się na olimpiadę i powalczą tam nawet o medal. Według mnie zespół ma potencjał, drużyna nie rozpadła się całkowicie. Chłopcy pokazali, że drzemią w nich możliwości. Poza Brazylią wszyscy są w zasięgu, potrzeba optymalnej formy i odrobiny szczęścia.
Od dziesięciu lat jesteś wierny klubowi z Treviso. Nie nudzi cię to?
- To dobry klub, który zaoferował mi wspaniałe warunki, przez lata odnosiliśmy sukcesy, byliśmy praktycznie poza zasięgiem zarówno we Włoszech, jak i w Europie. Nie mam powodów do narzekań, przez te lata klub nie chciał się mnie pozbyć, jeśli nadal tak będzie zapewne zakończę tu swoją karierę.
Czy coś zmieniłbyś w swoim życiu, gdybyś otrzymał jeszcze jedną szansę?
- Niczego nie żałuję. Uważam, że mogę nazwać siebie człowiekiem spełnionym. Gdybym bardzo się uparł, mógłbym zapragnąć złotego medalu olimpijskiego, ale nie można mieć wszystkiego, wypada cieszyć się ze srebra. W siatkówce osiągnąłem to, co chciałem osiągnąć, jestem szczęśliwy z tego co mam.
Kilku Polaków gra od lat w lidze włoskiej, czy uważasz, że czymś się wyróżniają spośród innych obcokrajowców?
- Miałem okazję wielokrotnie grać przeciwko nim, niestety żaden nie gra w Treviso, więc nie znam ich zbyt dobrze. Michał Winiarski i Sebastian Świderski mają w środowisku bardzo dobre opinie. Obaj prezentują świetną technikę, są trudnymi przeciwnikami na swoich pozycjach. To bardzo dobrzy zawodnicy, którzy sprawdzają się na włoskich parkietach. Profesjonaliści, z których z pewnością kluby, w których grają muszą być zadowolone. Reprezentacja Polski bardzo poprawiła swoją grę w ciągu ostatnich kilku lat, są silną drużyną, trzeba się z nimi liczyć.
Należy dodać, że z Samuelem Papim rozmawialiśmy przed ostatnimi "super popisami" reprezentacji Polski. Po porażkach z Czarnogórą i Estonią, raczej takie słowa pochwały nie padłyby z jego ust.
Minionego sezonu w Lidze Mistrzów nie możesz uznać za udany?
- Mało tego, sezon nie udał nam się zarówno na europejskich parkietach, jak i w rodzimej lidze. Najbardziej denerwujące jest to, że gramy źle. Nie ma usprawiedliwienia dla sytuacji, kiedy nie wykorzystuje się dogodnych okazji „podanych na talerzu”, a takich w tym roku nie brakowało. Nie jesteśmy beniaminkiem, wielokrotnie wychodziliśmy z większych opresji, w tym sezonie nic nie działało. Jakby maszyna się przegrzała ... Za dużo energii i nerwów marnowaliśmy na odrabianie strat, to się przekładało na wyniki. Być może „tłuste lata” trochę nas rozpieściły, ale coś trzeba z tym zrobić. W sporcie dewiza jest jedna, jeśli chce się coś osiągnąć trzeba grać lepiej od innych.
Powstała we Włoszech Twoja biografia napisana przez Adelio Pistelliego, który nazwał cię fenomenem, obok Andrei Gianiego, Lorenzo Bernardiego i jeszcze kilku wielkich, którzy już zakończyli swoje kariery. Dlaczego dziś brakuje Waszych następców, brak tak silnych osobowości, jakimi Wy byliście przez lata?
- Nam było łatwiej wypłynąć. Mieliśmy we Włoszech najsilniejszą ligę świata, która uczyła młodych jak dobrze grać w siatkówkę. Nie było zawodników z zagranicy, którzy obecnie często przewyższają włoską młodzież umiejętnościami, doświadczeniem i sukcesami. My mieliśmy miejsce i warunki żeby się wykazać, cały świat na nas patrzył. Teraz nie ułatwia się życia młodym zawodnikom na starcie ich kariery, kluby najbardziej dbają o to, żeby jak najlepiej sprzedać chłopaka i zarobić na nim pieniądze. Niczym nie różni się to od handlu. Często taki zawodnik, który ma dobre rokowania na przyszłość po prostu przestaje grać i jego rozwój się hamuje. Środowisko – także we Włoszech - woli kupić kilku znanych siatkarzy, którzy przyciągną tłumy, niż inwestować w niepewną młodzież. Myślę, że ja, Andrea czy Lorenzo graliśmy w odpowiednim czasie, kto wie, czy osiągnęlibyśmy tyle, gdyby na dziś przypadał nasz debiut. Dlatego nieunikniona jest zmiana przepisów, żeby pomóc włoskiej siatkówce, która od kilku lat przechodzi ciężkie chwile. Mówię w swoim imieniu, ale z myślą o przyszłości reprezentacji mojego kraju. Według mnie, nie ma we Włoszech mniej utalentowanych zawodników niż dziesięć lat temu, tylko trzeba pomóc im rozwinąć skrzydła.
A jak jest z szacunkiem i respektem w stosunku do starszych, czy młodzież widząc w Was gwiazdy, stara się Was naśladować?
- Z tym raczej nie ma problemu. Młodzież z pewnością ma respekt dla starszych kolegów, zmieniła się jedynie ich mentalność. Bardziej zależy im żeby szybciej stać się sławnym, popularnym, trafić do lepszego klubu i zarobić szybko duże pieniądze. Nie jest temu winne środowisko siatkarskie, po prostu takie czasy nadeszły, młodzi stali się materialistami w większym stopniu niż to było, gdy ja zaczynałem grać w siatkówkę. Włosi do niedawna nie chcieli opuszczać rodzimej ligi. Obecnie coraz więcej z nich wyjeżdża grać za granicę, ja nie twierdzę, że to źle, jest po prostu inaczej.
Zakończyłeś karierę w reprezentacji Italii po mistrzostwach świata w Japonii w 2006 roku, nie kusiła cię potem myśl powrotu?
- Nigdy. Poświęciłem kadrze wiele lat i zdrowia, zdobyłem kilka medali, przeżyłem wspaniałe chwile, których nigdy nie zapomnę. Jednak przychodzi w życiu każdego sportowca taki dzień, kiedy trzeba powiedzieć sobie „stop”. Osobiście jestem przeciwny tym, którzy wracają, bo zbliżają się igrzyska olimpijskie. To impreza najważniejsza w życiu każdego kto poświęcił się dla wybranej dyscypliny, jednak powinni w niej brać udział młodzi, zdrowi i pełni zapału sportowcy ... Ja miałem taką szansę aż trzy razy, teraz przyszła pora na innych. Po mistrzostwach świata potrzebowałem trochę czasu na odpoczynek, mój organizm odmawiał posłuszeństwa, bałem się, że może skończyć się to poważną kontuzją. Zdecydowałem się pożegnać z kadrą.
Ostatnie wielkie imprezy jak mistrzostwa świata i Europy nie wyszły reprezentacji Włoch.
- Poziom gry w siatkówkę stale rośnie, zaszły w drużynie spore zmiany. Trzeba teraz gonić świat, żeby za bardzo nie uciekł. Taką okazją są igrzyska olimpijskie. Wierzę, że Włosi zakwalifikują się na olimpiadę i powalczą tam nawet o medal. Według mnie zespół ma potencjał, drużyna nie rozpadła się całkowicie. Chłopcy pokazali, że drzemią w nich możliwości. Poza Brazylią wszyscy są w zasięgu, potrzeba optymalnej formy i odrobiny szczęścia.
Od dziesięciu lat jesteś wierny klubowi z Treviso. Nie nudzi cię to?
- To dobry klub, który zaoferował mi wspaniałe warunki, przez lata odnosiliśmy sukcesy, byliśmy praktycznie poza zasięgiem zarówno we Włoszech, jak i w Europie. Nie mam powodów do narzekań, przez te lata klub nie chciał się mnie pozbyć, jeśli nadal tak będzie zapewne zakończę tu swoją karierę.
Czy coś zmieniłbyś w swoim życiu, gdybyś otrzymał jeszcze jedną szansę?
- Niczego nie żałuję. Uważam, że mogę nazwać siebie człowiekiem spełnionym. Gdybym bardzo się uparł, mógłbym zapragnąć złotego medalu olimpijskiego, ale nie można mieć wszystkiego, wypada cieszyć się ze srebra. W siatkówce osiągnąłem to, co chciałem osiągnąć, jestem szczęśliwy z tego co mam.
Kilku Polaków gra od lat w lidze włoskiej, czy uważasz, że czymś się wyróżniają spośród innych obcokrajowców?
- Miałem okazję wielokrotnie grać przeciwko nim, niestety żaden nie gra w Treviso, więc nie znam ich zbyt dobrze. Michał Winiarski i Sebastian Świderski mają w środowisku bardzo dobre opinie. Obaj prezentują świetną technikę, są trudnymi przeciwnikami na swoich pozycjach. To bardzo dobrzy zawodnicy, którzy sprawdzają się na włoskich parkietach. Profesjonaliści, z których z pewnością kluby, w których grają muszą być zadowolone. Reprezentacja Polski bardzo poprawiła swoją grę w ciągu ostatnich kilku lat, są silną drużyną, trzeba się z nimi liczyć.
Należy dodać, że z Samuelem Papim rozmawialiśmy przed ostatnimi "super popisami" reprezentacji Polski. Po porażkach z Czarnogórą i Estonią, raczej takie słowa pochwały nie padłyby z jego ust.
Rozmawiała Katarzyna Gotowiec
Plik do pobrania





