Samuele Papi, w maju skończył 35 lat, jak sam mówi, jego czas w roli siatkarza dobiega końca. Olimpijczyk z Atlanty, Sydney i Aten, 315 razy grał w barwach reprezentacji Włoch. Ambitny do bólu, ciężko godzi się z porażkami. Czterokrotny mistrz Europy, dwukrotny mistrz świata. Pomimo dość niskiego wzrostu – ma zaledwie 190 centymetrów - uważany był przez fachowców za jednego z najlepszych siatkarzy lat dziewięćdziesiątych. Był filarem reprezentacji Italii, bez którego obecności ważne imprezy zwyczajnie nie mogły się udać. W 1997 roku jego kariera zawisła na włosku. Bóle lewego kolana zakończyły się operacją i długą wymuszoną przerwą od gry. Na szczęście samozaparcie i ogromna chęć powrotu na boisko przezwyciężyły kłopoty zdrowotne, Samuele wyleczył się, rok później został mistrzem świata i rozpoczął swoją długą przygodę z Sisleyem Treviso, z którym jest związany do dnia dzisiejszego. Po finale Ligi Mistrzów w Łodzi nie krył rozgoryczenia – jego Sisley Treviso nie zajął nawet trzeciego miejsca, chociaż do Polski przyjechał po Puchar Europy.